title

Wyprawa nurkowa do Dahab, marzec 2014

Nurkowanie EGIPT, DAHAB, marzec 2014

27 Mar 2014, Posted by admin in Fotorelacje

Nurkowanie Egipt? Mekka nurków DAHAB? Byliśmy tam!

Dahab

Jest tu rzeczywiście uroczo. Cóż nie jesteśmy tutaj pierwszy raz… Co się zmienia? W tej części roku rzeczywiście jest mniej turystów niż zwykle. To przez ostrzeżenia o zamachach. Ostrzeżeń jest więcej niż zamachów, bo cały świat stara się być prewencyjny. My zdecydowaliśmy się polecieć i wcale nie mówimy….zaryzykować.

Zawsze staramy się wybierać marzec, bo nie jest zbyt gorąco, ale też wystarczająco ciepło, żeby luźno odpoczywać w t-shircie. Temperatury ….umiarkowane 25-28 st. C. Zazwyczaj lecimy na 7 dni, tak aby nie wykorzystać całego urlopu…bo jeszcze 9 miesięcy do końca roku. Decydując się na taki wyjazd z góry planujemy serię 10 nurkowań w 5 dni, ale to tylko podstawa. Do tego często dochodzą dodatkowe nurkowania np. nocne. Mamy zatem jeden dzień na zaklimatyzowanie się, kolejne 5 na nurkowanie, a ostatni dzień to często wycieczka fakultatywna, bo przymusowo wysycamy się przed lotem.

Jak było tym razem? Nieco inaczej. Trafiliśmy do Dahab tuż po ulewie, które rozmyła część dróg, mieszkańców przyprawiła o straty materialne, a nam nurkom…zmąciła wodę. Wycieczka ostatniego dnia także okazała się niemożliwa z racji utrudnień związanych z wspominanym już ulewnym deszczem. O my biedni poszkodowani…no nie do końca. W zamian tego otrzymaliśmy jeden dzień dłużej w Egipcie. Wykorzystaliśmy go na nurkowanie. Udało się nam zrobić maksymalnie 14 nurkowań w 5,5 dnia.

Jakie to były nurkowania…zanim szczegóły to najpierw kilka słów uznania:

Po pierwsze uznanie za to, że wróciliśmy z kolejnym certyfikowanym nurkiem. Po drugie, że byliśmy niezwykle zorganizowaną (pod względem logistycznym) grupą. Po trzecie, że wszystkie OWuDziaczki rozpoczęły głębszą przygodę…a o tym niżej.

…a tak na zakończenie… Dahab znowu nie zawiódł. Magia i różnorodność miejsc nurkowych przyciąga nas tu nieustannie.  W naszych nurkowych kalendarzach marzec = Egipt

Lighthouse

Tak zwana domowa rafa. Tuż obok naszej bazy. Wystarczy przejść przez deptak i kawiarenkę i wchodzimy do morza. To tutaj bardzo często rozpoczyna się nurkowanie dla przyjeżdżających turystów. Na wprost od wejścia, na głębokości ok. 10 m można odnaleźć rozsypane wazy, elementy betonowe oraz jedną z „największych muszli” Morza Czerwonego. Płynąc w kierunku północnym dotrzemy do stromej ściany korali oraz bloków pokrytych koralami. Mimo tego, że miejsce często odwiedzane, to nadal można spotkać wiele ciekawych okazów fauny i flory. Część z nas zobaczyła także dużego żółwia.

Na Lighthouse nurkowaliśmy pierwszego dnia. Tutaj także zrobiliśmy nurkowanie nocne oraz nurkowanie pożegnalne przedostatniego, dodatkowego dnia. Widoczność była nieco gorsza niż zwykle, a to wszystko przez wspomniane wyżej ulewy.

Moorey Garden

Południowy dive spot. Jadąc w to miejsce dokładnie widzimy skutki lokalnych podtopień, a i woda jest mocno brunatna. Musimy odpłynąć od brzegu kilkadziesiąt metrów, aby zanurzyć się w wodzie o przejrzystości podobnej do tej, która zazwyczaj nas rozpieszcza w egipskiej części Morza Czerwonego.

Mimo utrudnień związanych z zanurzeniem, miejsce bardzo ciekawe. Niestety udało się dojrzeć tylko jedna murenę, ale było całkiem sporo innego morskiego życia.

Um Sid

Ciut dalej na południe niż Moorey Garden, ale przywitała nas iście egipska przejrzystość. Mieliśmy wrażenie, że wszystkie morskie stworzenia schowały się właśnie tutaj, żeby cieszyć oko swoimi kolorami. Z nurkowania wyszliśmy zachwyceni.

Canyon

Na Canyon wyruszyliśmy trzeciego dnia. Z racji ograniczenia uprawnień część z nas wiedziała, że słynne „pęknięcie dna” zobaczy tylko z góry. Bo właśnie na głębokości ok. 15 m znajduje się wejście do ogromnej groty, która opada w tym miejscu do głębokości ok 30 m i dalej ciągnie się aż do głębokości 50 m.

Podczas pierwszego nurkowania, mijając różne formacje skalne tętniące życiem i pokryte rafą koralową, zobaczyliśmy kurtynę bąbli powietrza wydobywających się z dna. To właśnie Canyon, a kurtyna to nic innego, jak przedostające się przez ściany powietrze pozostawione przez nurków w grocie. Wszyscy z zaciekawieniem zaglądali do wnętrza.

Podczas pierwszej przerwy powierzchniowej wszyscy nurkujący w milczeniu popijali herbatkę beduińska, kawę po turecku, próbowali słynnych egipskich przekąsek. Nic innego jak zasłużony odpoczynek przed drugim nurkowaniem. Gdzieś obok nich odbywała się w tym czasie kluczowa rozmowa naszego instruktora z miejscowym przewodnikiem. Czyżby byli niezadowoleni z grupy? Nic bardziej mylnego. Okazało się, że mają propozycję zmiany planu naszego nurkowania. Pada pytanie: A kto chciałby zejść do Canyonu? Brak odpowiedzi, ale błysk w oczach i wspinające się ku górze kąciki ust mówią wszystko. Rozpoczęliśmy omówienie przed nurkowaniem głębokim, które jest jedną z podwodnych przygód kursu AOWD.

Samo nurkowanie było niesamowitym przeżyciem. Głębokość, skały, Canyon, podwodne stworzenia i całkiem śmieszna niespodzianka…Canyon na swoim początku to przepiękna piaszczysta komnata. Nasza cała grupa spokojnie się w niej zmieściła. Sięgając dna i uzyskując ujemną pływalność stanęliśmy na nogach tworząc okrąg. Następnie….ściągnęliśmy płetwy i zaczęliśmy zabawę w wyskoki. Ależ to były wysokie skoki! To będzie z pewnością niezapomniane nurkowanie! Czytelniku pamiętaj o bezpieczeństwie. W naszym przypadku byliśmy pod nadzorem dwóch instruktorów.

The Caves

To już czwarty dzień nurkowań. Jesteśmy już bogatsi w doświadczenia nurkowania głębokiego, a teraz przed nami kolejne wyzwanie…jaskinie!

Może jaskinie to dużo powiedziane, bo do zwiedzania mamy pod wodą dwie groty. Z brzegu do wody wskakujemy. Jest lekkie falowanie. Zanurzenie i płyniemy w prawo. Po chwili pierwsza grota do eksploracji. Jest duża. Wszyscy wpływamy i szukamy stworzeń, które właśnie tutaj znalazły schronienie. Wypływamy przy bloku skalnym pokrytym rafą i zwiększamy głębokość. Przepływamy nad całkiem stromym opadającym piaszczystym dnem. Wygląda jak jezdnia prowadząca do głębin morza. Szeroka i płaska. Jeśli skupimy wzrok na szczegółach dojrzymy setki, jak nie tysiące małych węgorzyków wystających z piaszczystego dna. Są bardzo płochliwe, więc jak tylko nadpływamy natychmiast się chowają.

Dopływamy do drugiej jaskini, której eksplorację zaczynamy na głębokości ok. 20m. Wspinamy się do jej wyższych partii rozglądając się po jej zakamarkach. Na 5 metrach głębokości zatrzymujemy się na przystanku bezpieczeństwa. Oglądamy całkiem spore muszle leżące na dnie.

W tym miejscu wyjście z wody też jest specyficzne. Jest lekki przybój, a brzeg to pionowa skała. Unoszeni wraz z falą jesteśmy wyciągani za butle na brzeg. Oczywiście moglibyśmy ściągnąć sprzęt i wychodzić samodzielnie, ale tak było po prostu szybciej.

Golden blocks

Drugie nurkowanie czwartego dnia próbujemy zrobić obok Moorey Garden. Liczymy na lepszą widoczność i nie zawiedliśmy się. Pod wodą czekają na nas dwie skały bogate w rafowe życie. Pomiędzy nimi widzimy mały wąwóz – pęknięcie w rafie, które opada głęboko. Na 25 metrach w wąwozie znajdujemy piękna gorgonię. Pod drodze mijamy licznie rozrzucone formacje skalne pokryte rafą. To było długie turystyczne nurkowanie.

El Bells

Nasz ostatni dzień nurkowy. Zaplanowaliśmy Blue Hole, ale z wejściem przez El Bells. To miało być piękne i niezapomniane nurkowanie. I było.

Klarujemy sprzęt i po wypiciu lokalnych bezalkoholowych trunków zaczynamy się ubierać. Było piękne słońce, które podgrzewało nasze ciała w neoprenowych skafandrach. Przed nami około 200 metrów marszu. Ruszamy do słynnych El Bells. Mijamy skałę, na której widnieją tablice z nazwiskami tych, którzy w tym miejscu zostali pod wodą. Przykre i dające do myślenia, z pewnością uczące też pokory do żywiołu jakim jest woda. W jeszcze większym skupieniu docieramy do pęknięcia w skale tj. zagłębienia wypełnionego wodą. Pojedynczo wchodzimy do wody, dopinamy sprzęt i zakładamy płetwy.

Bellsy chyba najlepiej można sobie wyobrazić jako szyb windy, czyli pionowy tunel w większości z jednej strony otwarty, więc w każdej chwili możemy wypłynąć. Opada do 30 metrów głębokości.

Skąd nazwa El Bells? Są dwie teorie. Jedna mówi, że to z racji kształtu tunelu, który może przypominać w przekroju zawieszony dzwon.

Druga natomiast opowiada, że nazwa pochodzi od dźwięku obijających się butli nurkowych podczas zanurzenia.

Cóż. Obie teorie mają w sobie ziarno prawdy.

Wypływając z Bellsów kierujemy się na prawo i powoli wypłycając się, oglądamy bogate w życie głęboko opadające ściany. Dopływamy do Blue Hole czyli słynnej studni opadającej na głębokość przeszło 100 m. Na głębokości ok. 7 m jest wyłom (tzw. siodło), przez który dostajemy się do wnętrza Blue Hole. Płyniemy w koło wykonując przystanek bezpieczeństwa. Mijamy platformę z liną, która wykorzystywana jest przez licznie odwiedzających to miejsce freediverów.

 

Blue Hole

W samej studni robimy także kolejne nurkowanie. Wejście jest bardzo łatwe, bo znajduje się raptem kilka metrów od brzegu. Płyniemy prawą stroną i wydostajemy się na zewnątrz Blue Hole. Zwiedzamy jego południową zewnętrzną część. Ależ tu życia. Piękne gorgonie. Ogrom kolorów. To rzeczywiście zapierające dech w piersiach miejsce.